Glejak wielopostaciowy. Jak pokonać jeden z najbardziej złośliwych nowotworów?

Opublikowano: 7 stycznia 2021 - 17:09 Autor: Medyczne Grono

Nowotwór mózgu popularnie określany jest glejakiem ze względu na fakt, iż zlokalizowany jest w komórkach glejowych, czyli nerwowych. Mózg niewątpliwie jest elementem układu nerwowego, zatem potoczna nazwa „glejak” w tym wypadku jest jak najbardziej adekwatna.

fot. Wikipedia

Z reguły przez długi czas nie zdajemy sobie sprawy, że mamy nowotwór mózgu. Dzieje się tak dlatego, że w początkowej fazie może on nie dawać jakichkolwiek objawów. Jeśli nawet jakieś są – rzadko kiedy kojarzą się z tak poważną chorobą. Przykładowo może to być np. nieznaczne drętwienie kończyny, minimalny  ustępujący końcówek palców – wszystkie te symptomy można tłumaczyć niewłaściwym spaniem (nacisk na którąś stronę ciała), czasem zmęczeniem, stresem itp.

W końcu jednak słyszymy diagnozę: „nowotwór mózgu”. Przy biopsji lekarze są w stanie określić charakter patologicznej zmiany. Może być ona łagodna, z reguły jednak jest złośliwa, a jej stopień określa się stosując skalę WHO. Najczęściej występującym, najbardziej złośliwym, a tym samym najgorzej rokującym nowotworem jest glejak wielopostaciowy IV stopnia, określany w dokumentacji jako GMB (IV WHO), łac. glioblastoma multiforme.

Jak wspomniano – rokowanie przy tradycyjnym leczeniu jest bardzo złe, światowa literatura także nie jest tu łaskawa. Rok, dwa, może trzy lata? O ile nie kilka miesięcy… A w międzyczasie operacja – jeśli będzie możliwa (z tym bywa bardzo różnie, często nowotwory komórek glejowych są nieoperacyjne), później chemioterapia i radioterapia. W międzyczasie zapewne pogarszający się stan zdrowia, być może niedowład, paraliż…  O ile neurochirurg w trakcie operacji nie uszkodzi ważnych części mózgu odpowiedzialnych np. za mowę, widzenie itp.

Chemioterapia i radioterapia w naszej ocenie niewiele dają, żeby nie powiedzieć, że stan tylko pogarszają, ponieważ niszcząc komórki nowotworowe dodatkowo osłabiają i tak bardzo słaby (wycieńczony walką z nowotworem) organizm ponadto zmniejszając komfort życia pacjentowi, który dodatkowo musi zmagać się z szeregiem poważnych skutków ubocznych tych promowanych tradycyjnych terapii. Bez trudu w internecie można o nich poczytać.

Doświadczenie kliniczne pokazuje, że szansa na przeżycie pacjenta z glejakiem przy tradycyjnym leczeniu właściwie oscyluje wokół 0 proc. Niestety.

Ale jest inna droga, która daje znacznie większe szanse, przekraczające nawet 60 proc. Jaka to droga? W największym skrócie polega ona na zbudowaniu bardzo dużej odporności organizmu, dając mu tym samym szansę na zwalczenie nowotworu własnymi siłami. Oczywiście nie jest to do końca możliwe, dlatego też jego walkę trzeba we właściwy sposób wspomagać.

Pamiętajmy o tym, że nowotwór mózgu nie jest miejscowy (jak przyjęło się mówić), a de facto jest rozproszony całym mózgu. Zatem jego chirurgiczne usunięcie nic nie daje, poza tym, że naraża pacjenta na uszkodzenie istotnych fragmentów mózgu, a nadto może spowodować przyspieszenie namnażania komórek nowotworowych. Glejak w IV stadium sam w sobie jest bardzo agresywny, pozostałe  zresztą także… i nie możemy dawać mu dodatkowych możliwości rozwoju.

Walka jest trudna, przeciwnik bardzo wymagający. Poza tym istnieje medycyna akademicka, która wszystkimi siłami będzie się starała wciągnąć pacjenta w swoje tryby i już go z nich nie wypuścić – czyli wspomniana operacja, chemioterapia, radioterapia i… najpewniej zgon.

Można wybrać inną drogę. Na początek intensywna suplementacja najlepszej jakości witaminami. Szczególnie chodzi o witaminę D3, której poziom należy podnieść przyjmując codziennie 20 tys. IU, koniecznie z K2MK7, ponadto omega3, witaminę c w proszku, kurkuminę, koenzym Q10, witamina E – tu należy pamiętać, aby były w niej gamma tokotrienole.

Jednocześnie należy jak najszybciej wdrożyć właściwą dietę (ketogenną), która pozwoli na utrzymanie odpowiedniego poziomu ketokwasów. W jakim celu? Otóż to, aby stworzyć w organizmie naturalny mechanizm zwalczania komórek nowotworowych, jednocześnie aby całkowicie ograniczyć dostarczanie im pożywienia. Słowem uśmiercamy nowotwór poprzez zagłodzenie go.

W przypadku wystąpienia obrzęków, a jest to możliwe – doskonałym lekarstwem jest DMSO, czyli dimetylosulfotlenek, preparat pochodzenie roślinnego, który można stosować doustnie.

Co istotne – z tradycyjnych lekarstw mogą być nam pomocne preparaty hamujące napady padaczki. W zależności od stopnia zaawansowania nowotworu – może wystąpić padaczka, co jest swoista formą reakcji obronnej organizmu na coś co niepożądanego dzieje się w mózgu.

Kolejnym etapem są olejki konopne, zawierające THC – to ten związek chemiczny w naszym przypadku jest najważniejszy. Medyczne olejki konopne muszą być bardzo silne, najwyższej jakości. Są w Polsce ośrodki, które przygotowują je na zamówienie. Ich podawanie rozpoczyna się od zaadaptowania odpowiednich receptorów, a zatem zaczynamy od łagodnych, kończąc na mocnych. Olejki marihuanowe wyjątkowo skutecznie regenerują tkankę nerwową, przywołując ją niejako do stanu sprzed choroby. Terapia olejkami jest bardzo skuteczna, jednak wymaga pewnych nakładów finansowych, które w porównaniu z tradycyjnym leczenie i pobytem w dużych klinikach są na szczęście wydatkami nieznacznymi.

W zależności od skuteczności opisanego leczenia możemy, ale nie musimy przejść do kolejnego etapu. Opisane metody w większości przypadków przynoszą pożądany efekt, jednak – jak wiadomo – każdy organizm jest inny i inaczej reaguje na terapię. W naszym przypadku, jeśli nie mamy właściwych efektów – powinniśmy jak najszybciej przejść do kolejnego etapu, czyli infuzje – dożylne podawanie substancji.

Osią tej fazy leczenia niewątpliwie jest bardzo skuteczna w zwalczaniu glejaka amygdalina. Podajemy ją we właściwych proporcjach. Dodatkowo DMSO, które ułatwia przenikanie amygdaliny do mózgu. Poza tym bierzemy pod uwagę podanie wody utlenionej dożylnie. Schematy leczenie są opisane i warto z nich skorzystać, tym bardziej, że z glejakiem ma niewiele do stracenia. W przypadku opisanego tu leczenia – szacujemy, że ma ponad 60 proc. szans na przeżycie. To znacznie więcej niż 0.

Warto rozważyć sposób leczenia już na wstępnym etapie, tuż po uzyskaniu diagnozy i przed ewentualną operacją. Im szybciej, tym lepiej i tym większa szansa na zdrowie!

O autorze

portal branży medycznej. Najlepsze szpitale, kliniki, oddziały i przychodnie medyczne. Sprawdzeni specjaliści. Chcesz do nas dołączyć? Zapraszamy: WSPÓŁPRACA

Komentuj