Hanna Zych-Cisoń: „Pacjent jest bezpieczny tylko w szpitalu, który się bilansuje ekonomicznie”

Opublikowano: 18 stycznia 2015 - 13:17 Autor: Medyczne Grono

Rozmowa z Hanną Zych-Cisoń, wicemarszałkiem województwa pomorskiego, radną Sejmiku Województwa Pomorskiego.

zych-cison3

Zacznijmy od protestu pielęgniarek, które żądają podwyżek. Mówią o kwocie nawet 1500 zł. Z kolei w dyskusjach ze związkami zawodowymi stale pojawia się temat przechodzenia pielęgniarek na kontrakty, czyli tak naprawdę zakładania przez nie jednoosobowych firm.
: Pielęgniarki na etacie pracują mniej więcej 160 godzin miesięcznie. Natomiast te, które chcą więcej zarobić, a przecież takie sytuacje się zdarzają, mogą to robić. Jednak nie jest korzystne dla bezpieczeństwa pacjenta, gdy pielęgniarka pracuje w kilku miejscach jednocześnie. Sama widziałam, jak pielęgniarki pracują w kilku szpitalach. Rano w jednym, po południu w innym. No cóż, żyjemy w kraju wolnym, demokratycznym…

Kontrakty ułatwiają pracę w wielu miejscach jednocześnie. Pielęgniarka zatrudniona na kontrakcie może pracować w zasadzie bez żadnego limitu czasu pracy.
Hanna Zych-Cisoń: Tak, ale to jest forma zatrudnienia, na którą pielęgniarka może się zgodzić, ale nie musi. Z tego co ja wiem, to zarówno związki zawodowe jak i wielokrotnie uświadamiała pielęgniarkom zagrożenia wynikające z tego tytułu. Wiem, że były nawet pomysły, aby całkowicie wyeliminować kontrakty. Każda pielęgniarka podejmuje jednak własną decyzję w tej sprawie. I to trzeba uszanować.

Opozycja polityczna twierdzi, że pielęgniarki od dawna są wręcz zmuszane do przechodzenia na kontrakty. Czy to prawda?
Hanna Zych-Cisoń: Nie. Mówimy tu o umowie między pielęgniarką a prezesem czy dyrektorem placówki. Nie ma i nigdy nie było żadnego nacisku na to, żeby pielęgniarki musiały pracować w oparciu o kontrakty. Jeśli chodzi o rodzaj umów, jakie podpisują pielęgniarki – jest różnie. Mogę zapewnić, że nie ma czegoś takiego, żeby prezes czy dyrektor naciskał na przechodzenie na kontrakt. Z pewnością forma umowy o pracę jest bezpieczniejsza, ale ludzie sami decydują o swoim życiu. I mogą wybrać tę formę, która bardziej im odpowiada. Chcę, aby pielęgniarki mogły same o sobie decydować, poza tym w szpitalach musi być pewna elastyczność pracy.

Jak wygląda w takim razie kwestia bezpieczeństwa pacjentów, gdy pielęgniarka może pracować na etacie określoną liczbę godzin, ale również może pracować na kontrakcie, jako jednoosobowa firma – już poza limitami czasu pracy?
Hanna Zych-Cisoń: Każdy z naszych szpitali – a w skali kraju województwo pomorskie najprawdopodobniej jest liderem – posiada dyrektora do spraw pielęgniarstwa. Jest to pielęgniarka wybrana z konkursu. To m.in. właśnie pielęgniarki są najbardziej zaangażowane w proces uzyskiwania certyfikatów jakości przez , a także bardzo dbają o bezpieczeństwo pacjenta i mają pełną świadomość tego, że pielęgniarka przemęczona nie gwarantuje bezpieczeństwa. Zresztą pielęgniarki we własnym gronie także doskonale o tym wiedzą, mogą i powinny reagować. Wierzę w ich odpowiedzialność. Ja do norm zatrudnienia przywiązuję bardzo dużą wagę. Pielęgniarki na stanowiskach dyrektorskich odpowiadają za normy zatrudnienia i one je ustalają.

Jeśli mówimy o pielęgniarkach, to kolejnym problemem jest ich coraz mniejsza liczba. Młodzi ludzie nie garną się do tego zawodu.
Hanna Zych-Cisoń: Bardzo boleję nad tym, że nie ma napływu młodej kadry pielęgniarskiej. To jest bardzo smutne, bo co roku jestem na czepkowaniu pielęgniarek w Gdańskim Uniwersytecie Medycznym, patrzę, jak najlepsze pielęgniarki dostają dyplomy, mają doskonałe stopnie, świetnie znają języki i nie pracują ani jednego dnia w Polsce. Mają już załatwioną pracę za granicą. Pielęgniarka, która jest kształcona za publiczne pieniądze ani dnia nie pracuje w Polsce. Dlaczego? Mamy wolność, mamy demokrację i tak po prostu jest…
Ale wiem, że pochylało się nad tym problemem, próbując odpowiedzieć na pytanie, co zrobić, żeby studia pielęgniarskie nie były jedynie skocznią do wyjazdu za granicę.

Być może warunkiem bezpłatnego studiowania powinien być obowiązek przepracowania iluś lat w Polsce?
Hanna Zych-Cisoń: Myślę, że jednak tak. Że to dobry pomysł.

Mam wrażenie, że polskie pielęgniarki, inaczej niż za granicą, nie są traktowane przez lekarzy po partnersku.
Hanna Zych-Cisoń: To prawda, ale to też trochę wina samych pielęgniarek, bo pielęgniarka to w zasadzie jest rzemiosło. To jest pewna umiejętność – robienia zastrzyków, włączania kroplówek itp. pielęgniarska to jest zawodowa. Natomiast teraz pielęgniarki po studiach często są pielęgniarkami edukacyjnymi. Zresztą swego czasu o to walczyłam – o zawód pielęgniarki diabetologicznej, edukacyjnej – i się udało. W tym zakresie jest sukces, natomiast widzę wyraźnie, że brakuje pielęgniarek – rzemieślniczek. Nasze szpitale specjalistyczne potrzebują właśnie takich pielęgniarek – rzemieślniczek. Z kolei pielęgniarka za granicą ma bardzo dużo kompetencji. Ona jest nie tylko prawą ręką lekarza, jest też menadżerką. I tego życzę naszym pielęgniarkom. Żeby całość poszła w tym kierunku.

Czy pielęgniarki mają szanse na podwyżki?
Hanna Zych-Cisoń: W szpitalu psychiatrycznym w Gdańsku 1 listopada 18 pielęgniarek zrobiło specjalizację pielęgniarki psychiatrycznej. One dostały z automatu po 200 zł podwyżki z tego tytułu. Nie powinno być tak, że każda pielęgniarka dostanie podwyżkę. Najpierw powinna się wykazać i wtedy powinno to być uwzględniane przy wynagrodzeniu.

Pielęgniarskie związki zawodowe twierdzą, że problemem jest ilość pielęgniarek przypadających na mieszkańca Pomorza.
Hanna Zych-Cisoń: Liczba pielęgniarek na mieszkańca nie jest najgorsza. Statystycznie na 1000 mieszkańców przypada 7 pielęgniarek. Ale statystyka nie do końca pokazuje prawdziwy obraz, bo musimy patrzeć przede wszystkim na oddziały. I to na te, gdzie jest największa ich potrzeba.

Ale pielęgniarek i tak jest mało, niezależnie od tego, jak będziemy je liczyć.
Hanna Zych-Cisoń: I dlatego jestem zwolenniczką, żeby do szpitali weszli wolontariusze pełniący role pomocnicze. Myślę tu np. o karmieniu pacjentów czy innych prostych czynnościach, których przecież nie musi wykonywać wykształcona pielęgniarka.

Porozmawiajmy o szpitalach. Jakiś czas temu mówiło się o możliwych negatywnych skutkach przekształceń szpitali w spółki, a w efekcie ich komercjalizacji. Jak to wygląda dziś?
Hanna Zych-Cisoń: Ja w tej sytuacji jestem od zawsze rzeczniczką pacjentów. Ekonomizacja, którą wprowadzałam do naszych jednostek, była dla dobra pacjenta, bo pacjent i personel jest bezpieczny tylko w szpitalu, który się bilansuje, gdzie są pieniądze na sprzęt medyczny, gdzie nie ma komornika. I to się nam udało zrobić. A w tym procesie partnerem dla nas była m.in. Izba Pielęgniarek i Położnych. I ta współpraca była naprawdę dobra. W moim gabinecie wielokrotnie spotykałam się ze związkami zawodowymi, które zgłaszały mi różne problemy i wszystkie je staraliśmy się rozwiązywać.

Jakie są najważniejsze zadania stawiane teraz przed pomorskimi szpitalami?
Hanna Zych-Cisoń: Strategiczne szpitale w naszym województwie, funkcjonujące w ramach spółek, wymagają troski. Będziemy się im przyglądać i monitorować, czy wszystko przebiega dobrze. Absolutnie nie możemy dopuszczać do zadłużeń, jednocześnie musimy zwiększać przychody. To są kwestie strategiczne. Żeby te zadania zrealizować, musimy być dobrze przygotowani do kontraktacji szpitali.
Kontraktacja szpitalna ma mieć miejsce pod koniec przyszłego roku albo będzie przesunięta na rok 2016. My teraz w szpitalach myślimy właśnie o tej kontraktacji. Stąd np. jest tyle remontów, szczególnie mam na myśli szpital na Zaspie. Tam jest kwestia sali operacyjnej, Oddziału Intensywnej Opieki Medycznej, rehabilitacji, poza tym przeprowadzka laryngologii, budowanie centrum kardiologicznego: kardiochirurgii i kardiologii inwazyjnej. Chcemy także odzyskać poradnię kardiologiczną. Istotna jest też diabetologia, która powstaje w ramach oddziału wewnętrznego.
Wracając jednak do zadań strategicznych, w każdym ze szpitali przygotowujemy się jak najlepiej do kontraktacji szpitalnej. To jest najważniejsze. Jeśli lekarze, pielęgniarki i cały personel chcą zarabiać więce,j to szpitale muszą mieć większy przychód. To samo, jeśli chcemy skrócić kolejki. Powtarzam cel najważniejszy – przygotować tak te jednostki, aby były gotowe walczyć o jak największe kontrakty z Narodowego Funduszu Zdrowia. To jest podstawowy cel. Obecnie szpitale pracują na 60-70 proc. swoich możliwości. Nam zależy, aby pracowały na ok. 90 proc. Bo nigdy szpital nie będzie pracował na 100 proc. swoich możliwości.

Rozmawiał: Michał Lange / Gazeta Bałtycka

O autorze
Medyczne Grono

portal branży medycznej. Najlepsze szpitale, kliniki, oddziały i przychodnie medyczne. Sprawdzeni specjaliści. Chcesz do nas dołączyć? Zapraszamy: WSPÓŁPRACA

1 Komentarz do tej pory.

  1. Gik 31 maja 2015 o 09:43 - Odpowiedz

    Wszystko fajnie ale co z komercjalizacja poszczegolnych usług medycznych? Bo dostęp jest coraz trudniejszy do lekarzy!!!!!!

Komentuj